
Już 13 kwietnia na ekrany powróci drugi sezon hitowego serialu „The Last of Us”, opartego na kultowych grach studia Naughty Dog. Pierwowzór dzieła zadebiutował niemal 12 lat temu jako ekskluzywna produkcja na PlayStation 3. Mimo upływu lat gra pozostaje niezwykle grywalna, a jej oryginalna wersja imponowała technologicznym zaawansowaniem, wyprzedzając swoje czasy. Ogromny sukces serialu jedynie potwierdza wyjątkowość i jakość opowiedzianej w niej historii.
Fabuła wrzuca gracza do Stanów Zjednoczonych Ameryki, gdzie wybuchła epidemia grzyba, który poprzez swoje zarodniki zmienia ludzi w chodzące i agresywne trupy. Wcielamy się w Joela – mężczyznę w średnim wieku, który próbuje uratować córkę i wydostać ją z miasta opanowanego przez zakażonych. Niestety, nie udaje mu się jej uratować i dziecko ginie. Po 20 latach życia w postapokaliptycznym, opanowanym przez chorobę świecie, bohater otrzymuje zlecenie przemytu 14-letniej dziewczyny – Ellie.
Fabuła gry opiera się na wspólnej podróży i skomplikowanej relacji tej dwójki. Towarzyszą im silne emocje, a ich dynamicznie ewoluująca więź początkowo opiera się na dystansie – traktują siebie jedynie jako część misji. Z czasem jednak Ellie staje się dla Joela kimś więcej, w pewnym sensie zastępując mu utraconą córkę, a on nie chce się z nią rozstawać. To wszystko ukazane jest w pełen emocji, chwytający za serce sposób. Grając w tę produkcję, uczucia skomplikowanych i głębokich postaci, z jakimi mamy do czynienia, wręcz wylewają się z ekranu. W tym pełnym strachu, potworów i pustki świecie bohaterowie pozostają prawdziwymi ludźmi – mają swoje własne, wewnętrzne problemy, które nie znikają nawet w obliczu apokalipsy.
Niestety, Joel musi nie tylko walczyć z zakażonymi, ale także zabijać ludzi należących do wrogich frakcji, aby wykonać swoją misję. Zagrożeniem nie są więc jedynie zombie. Podczas rozgrywki napotykamy różne postacie poboczne, niektóre okazują się pomocne, inne stanowią śmiertelne zagrożenie. Choć protagoniści nie spotykają ich tak wielu, jak w grach osadzonych w tętniących życiem miastach, każdy z bohaterów czymś się wyróżnia. Najbardziej zapadł mi w pamięć brat Joela – Tommy. Do zjednoczenia rodzeństwa dochodzi niespodziewanie i po długiej rozłące, a jednak jesteśmy w stanie zaobserwować wyjątkowo silną więź między mężczyznami. Twórcom udało się celnie oddać silne uczucia, jakimi się darzą. Takich losowych spotkań jest w „The Last of Us” znacznie więcej. Podczas rozgrywki ani przez chwilę nie miałem wrażenia, że jakaś postać została wprowadzona na siłę – każda z nich ma swoje miejsce w historii, a całość jest spójna i dopracowana w najmniejszych detalach.

Przeżywanie tej fabuły to przyjemne doświadczenie. Interfejs jest przejrzysty, czytelny, a mechaniki występujące w grze w żadnym stopniu nie sprawiają wrażenia przestarzałych czy złych rozwiązań. Produkcja jest na ogół intuicyjna, a sekwencje wymagające większego przemyślenia dość proste, lecz zdarzały się lokacje, w których na dłuższą chwilę udało mi się utknąć, nie wiedząc, co zrobić w następnym kroku. Model strzelania stworzony jest solidnie, do naszej dyspozycji dostępne jest kilka rodzajów broni, z czego każdą mamy możliwość ulepszyć w wyznaczonych miejscach. Zdarza się tak, że wrogowie stanowią większe zagrożenie, szczególnie kiedy walczymy z dużą grupą zombie lub z ludźmi również posługującymi się bronią. W trudnych sytuacjach mogą pomóc nam dodatkowe elementy takie jak cegły odwracające uwagę wrogów czy granaty, które gracz ma możliwość wytworzyć przy pomocy przedmiotów znalezionych podczas eksploracji. Poza otwartą walką gra umożliwia walkę z ukrycia. Wysoka trawa, cichy łuk i umiejętność walki wręcz Joela i Ellie sprawiają, że jest to świetne rozwiązanie pozwalające zaoszczędzić nerwów i amunicji. A zarządzanie tą drugą jest istotną częścią rozgrywki, która ma w sobie pomniejsze elementy survival horroru, takie jak przykładowo znacząco ograniczona liczba zasobów nie tylko do walki, ale również do leczenia. Wymusza to na graczu walkę w umiejętny sposób i dokładniejszą eksploracji każdego zakamarka.
Grafika w „The Last of Us” to zdecydowanie ten czynnik, który sprawił, że dzieło zostało uznane za wyprzedzające swoje czasy. Była to zdecydowanie najpiękniejsza gra, którą wydano na siódmą generację konsol. Szczegółowe modele, niespotykane wcześniej efekty, i szary, lecz bardzo dopracowany świat zapierały dech w piersiach, ponieważ nie zdawano sobie sprawy, że konsola PS3 jest w stanie osiągnąć taką jakość bez rażących błędów graficznych, nawet dzisiaj, biorąc pod uwagę ograniczenia technologiczne, z jakimi w tamtym czasie musieli zmagać się twórcy. Naughty Dog zaledwie rok później zrealizowało także remaster na PS4, który tylko ulepszał wcześniejsze piękno produkcji. W 2022 roku wyprodukowano remake gry na PS5, którego wizualne aspekty ponownie zwalają z nóg. Wszystko wygląda jeszcze lepiej, gdyż nie jest to tylko ulepszona grafika oryginału, a zbudowana od zera, wykorzystująca najnowsze technologie.
„The Last of Us” jest dziełem ponadczasowym, którego fabuła wywołuje niezapomniane emocje. Rozgrywka zapewnia świetną zabawę, a grafika potrafi nacieszyć oko. Mimo swoich lat dzieło nie wydaje się przestarzałe, a odnowione wersje gry zasłużenie wydłużają tylko jej życie w sercach graczy. Zdecydowanie polecam każdemu przeżyć to doświadczenie osobiście przed premierą drugiego sezonu serialu. Bez znaczenia, czy grając na najnowszej generacji, czy na tej starszej, produkcja w każdym wypadku jest cudowna i niepowtarzalna.
Bartosz DWORCZAK