
Damian Stefańczyk to 25-letni twórca internetowy, który jest autorem podcastu Damian’s Corner. Wpadł on na pomysł, aby przedstawiać edukacyjne treści w niespotykany do tej pory sposób. Przeprowadza wywiady z polskimi rozpoznawalnymi osobistościami po angielsku.
Na swoich social mediach, rozpropagowuje naukę języków w inny sposób, np. tworząc Tiktoki z tłumaczeniami piosenek. Wszystkie te działania pomagają mu w głoszeniu jego misji przełamywania barier językowych. Rozmawiał, między innymi z Sebastianem Fabijańskim, Arleną Witt czy Andrzejem Piasecznym. Damiana obserwuje ponad 90 tysięcy internautów a jego treści zyskały blisko milion polubień na TikToku.
Studiowałeś politologię, a następnie pracowałeś w strukturach UE. Dlaczego zdecydowałeś się na zmianę kierunku twojej kariery?
– To nie było moje. To nie znaczy, że już mnie to nie interesuje, bo jestem bardzo szczęśliwy, że to wszystko się zdarzyło. Próbowałem różnych rzeczy, z czasem odkrywałem, co jest moje, a co niekoniecznie. Uważam się za osobę kreatywną, a wyżej wspomniana praca sprawia, że ten czynnik jest ograniczany. Bardzo często stajesz się jednym z wielu, a ja cenię sobie unikatowość.
Co spowodowało, że zdecydowałeś się na studia dziennikarskie – rozważałeś je wcześniej?
– Nie. Mnóstwo ludzi realizujących się w tym zawodzie nie skończyło tego etapu edukacji w tym kierunku, a są świetni w tym, co robią. Chociażby Marcin Prokop, który ukończył finanse i bankowość. Nie chcę absolutnie umniejszać, bo kierunek powstał po to, aby kształtować. Uważam jednak, że zdobywanie wiedzy w innych dziedzinach może okazać się dużo bardziej przydatne. Sam po sobie widzę, że politologia pozwoliła mi na wykreowanie tzw. soft skills.
Jak powstał pomysł na stworzenie podcastu? Czy najpierw chciałeś propagować naukę w social mediach, a z czasem narodził się pomysł formy wywiadów, czy może na odwrót?
– Od zawsze chciałem jakoś być w tym świecie dziennikarskim. Konkurencja jest olbrzymia, w szczególności w mediach tradycyjnych. Ja też nie miałem żadnych znajomości, ani nie studiowałem kierunkowo tej dziedziny, co też nie ułatwiało mi startu. Zacząłem myśleć, w czym jestem dobry, co jest moim atutem. Zauważyłem, że są to języki: łatwość w ich nauce i rozumieniu struktur gramatycznych. Zdecydowałem się iść w kontent po angielsku, bo jest to luka na rodzimym rynku, którą wypełniam każdego dnia. Poprzez rozmowy walczę z tym, co jest moim zdaniem naszym największym problemem – oceną zdolności, np. pod kątem akcentu. Języki powinny łączyć, służyć komunikacji, a nie być powodem do krytyki. Chciałbym to zmienić w świadomości rodaków.
Jak sam wspomniałeś, ludzie często dają sobie przyzwolenie do wystawiania opinii na temat tego, jak kto się wypowiada. Czy zetknąłeś się kiedyś z hejtem z tego powodu?
– Od czasu do czasu filtruję komentarze – u mnie nie ma miejsca na nieuzasadnioną krytykę; w szczególności w kwestii wymowy moich gości. Na szczęście były to bardzo pojedyncze sytuacje. Przez cały okres mojej działalności mogę sobie przypomnieć maksymalnie cztery takie wrogo nacechowane wypowiedzi. Zdecydowana większość jest pozytywna.
Na twoim kanale pojawiają się specjaliści w wielorakich dziedzinach; od wokalistów, aktorek, dziennikarzy, tancerzy po ludzi związanych ze sportem. Stawiasz na ogromną różnorodność w doborze gości. Czy są jakieś osoby, których nie zdecydowałbyś się zaprosić?
– Chce rozmawiać z każdym. Wiadomo, jestem świadomy tego aspektu językowego, więc niestety nie wszyscy zgodzą się na rozmowę, która nie jest po polsku. W maju tego roku mamy wybory i zaprosiłem kandydatów z każdej partii. Jedną z takich rozmów na pewno będzie mi dane przeprowadzić, co z pozostałymi? Czas pokaże. Tutaj wchodzi też kwestia obiektywności, o czym dane było mi porozmawiać w podcaście z Anną Kalczyńską. Pojawia się pytanie – czy w dziennikarstwie pełen obiektywizm jest możliwy?
Jak widzisz przyszłość swojego kanału?
– Myślę, że jest tutaj olbrzymie pole do rozwoju . Póki co żaden z twórców nie zdecydował się podążać podobną ścieżką do mojej, z czego bardzo się cieszę, bo jest to mój autorski pomysł. Nie chce się też zamykać. Czuję jednak, że nałożyłem na siebie pewną łatkę swego rodzaju nauczyciela. Marketingowo jest to świetnym rozwiązaniem. Moim jedynym celem nie jest jednak pełne skupienie na podcastach, dlatego też lecę robić dokument do Ameryki. Chcąc się rozwijać w tym rejonie, w październiku zaczynam studia magisterskie z zakresu amerykanistyki. Uważam, że obie te rzeczy mogą być furtką do potencjalnie innych projektów.
Czy gdybyś w przyszłości dostał propozycję pracy w mediach tradycyjnych, przyjąłbyś taką ofertę? Jesteś pewny, że do końca chcesz pozostać freelancerem?
– Trudno powiedzieć. Widzę, że prowadzenie niezależnego programu ma olbrzymie korzyści. Ta dowolność w doborze gości czy w pisaniu scenariuszy do odcinków. Nie chce być dziennikarzem, który tylko czyta, jest jedynie głosem. Nie mówię, że tak nie będzie, nie wiem, co się wydarzy za parę lat. Druga kwestia, to ta zarobkowa. Niestety, ale większość ludzi z tej branży nie zarabia dobrze. Na pewno jestem też świadomy wad tego, że działam na własną rękę. Pomimo że mam osoby, które pomagają mi w montażu, to wszystkim pozostałym kwestiom muszę sprostać sam. Narzuciłem sobie szybkie tempo, ponieważ zapraszam cztery osoby w miesiącu. Wierzę w to, że ta wykonywana teraz praca mi popłaci w przyszłości i wówczas będę mógł trochę zwolnić.
Czy uważasz, że aktualnie tak bardzo angażujesz się w realizację swojej pasji, że trochę zatraciłeś ten balans? Myślisz, że mogłeś pójść trochę z tzw. skrajności w skrajność?
– Myślę, że tak może być. Zauważyłem, że uległy pogorszeniu moje prywatne relacje. Nie z przyjaciółmi, ale przykładowo te romantyczne. Praca, którą aktualnie się zajmuje, zdecydowanie nie jest etatowa. To jest więcej niż osiem godzin dziennie, wliczają się w to również weekendy. Skupiam się bardzo na sobie, co myślę, że długofalowo może być dobre. Mam też niestety świadomość, że przez to dużo rzeczy mnie omija. Samorozwój jest najważniejszy. Nie możesz definiować własnego szczęścia kimś innym, a ja tak kiedyś robiłem.
Jesteś przede wszystkim twórcą działającym w sieci. Która aplikacja pomogła Ci najbardziej w osiągnięciu rozpoznawalności?
– Zdecydowanie Instagram. Urywki wywiadów mają znacznie większą oglądalność niż cały program. Jest to dla mnie wytłumaczalne. Żyjemy w tak przebodźccowanym świecie, że nie mamy czasu, aby wysłuchać godzinnego odcinka. Treści zawarte w rolkach są najczęściej najbardziej interesujące dla przeciętnego odbiorcy.
No właśnie, decydowałeś się na realizację odcinków, które trwają minimum godzinę, a niekiedy dłużej. Nie obawiałeś się, że nie stawiając na krótkie treści nie znajdziesz targetu?
– Bałem się, ale uważam, że aby poznać ludzi, trzeba im poświęcić chwilę. To nie jest tak, że ta osoba przyjdzie, zadam jej jedno chwytliwe pytanie i koniec. Zawsze staram się wyczuć gościa, co przychodzi z czasem. Zauważam, że fragmenty, z których robię rolki, zazwyczaj pojawiają się po pół godziny rozmowy, co też jest dowodem na to, że ten czas jest nieodzowną wartością.
Gdybyś miał ocenić współczesne dziennikarstwo – to czego w nim nie lubisz, czego nie chcesz powielać w swoich projektach?
– Na pewno polaryzacja. Fakt, że negatywna informacja dużo lepiej się sprzedaje, niż ta pozytywna. Irytuje mnie też, że bardzo często pytania, które słyszę, np. w innych podcastach, są powtarzalne. Nie chce tutaj mówić, że moje są odkrywcze, ale staram się. Mam też z tyłu głowy, że często ktoś może mieć narzucone pewne tematy z góry. Ja chciałem tego uniknąć.
Kto z naszego rodzimego rynku twoim zdaniem naprawdę dobrze odnajduje się w tym zawodowym świecie?
– Natalia Kusiak, tworzy podcast „Pierwsza randka”. Jest bardzo charyzmatyczną osobą i robi to inaczej. Ma na siebie pomysł, który skrupulatnie realizuje. Bardzo w niej to cenię. Jej rozmowy są ciekawe, angażują mnie jako słuchacza. Inspiruje mnie jej dobór gości i otwartość. Nie znam jej osobiście, mam nadzieję, że kiedyś to się zmieni.
Więcej o reportażach, które Damian będzie realizował w Ameryce oraz o tym, jak wyglądało jego życie za granicą, przeczytacie w drugiej części wywiadu, na naszej stronie internetowej.
Rozmawiała Julia ZYGMUNT