
Alkoholizm prześladuje Polskę. Ten powszechnie znany termin odnosi się do choroby, jaką jest uzależnienie od alkoholu, natomiast w szerszym znaczeniu opisuje także jej następstwa. Nie tylko zdrowotne, ale również społeczne. W naszym kraju alkohol jest dostępny zarówno w marketach, mniejszych sklepach, jak i na stacjach benzynowych. Widzimy go niemal codziennie. Niełatwo jest więc „odciąć” się choćby od samego widoku butelek z mocnymi trunkami.
W Polsce picie alkoholu stało się czymś na wzór tradycji narodowej. Ten zwyczaj został zapoczątkowany w okresie PRL-u, za czasów wszechobecnej ówcześnie kultury picia. W czasie rządów Edwarda Gierka znacznie wzrósł poziom spożycia alkoholu spowodowany licznymi problemami społecznymi. W 1981 roku spożycie trunków wynosiło średnio 12 litrów na głowę.
Czy popularność alkoholu stanowi jakąkolwiek podstawę do normalizowania jego spożycia? Na stronie jednego z producentów wódki zbożowej widnieje hasło: „Wódka jest symbolem polskiej kultury towarzyskiej i obyczajowej. Pozwala w radosny i pozytywny sposób podkreślić ważność uroczystości czy też spotkań towarzyskich”. Czy więc przyjmując takie założenie możemy nazwać miłośników procentów siedzących pod sklepami monopolowymi ludźmi kultury? Pomimo że taki „klasyczny” wizerunek alkoholika dominuje w polskiej kulturze, istnieje wiele osób, które są w stanie przy swoim nałogu relatywnie normalnie funkcjonować. Mowa o tzw. funkcjonujących alkoholikach. Społeczeństwo normalizuje ich chorobę, ponieważ osoby te są jeszcze w stanie wykonywać swoje obowiązki. O problemie alkoholizmu rozmawiamy z pedagogiem i specjalistą ds. profilaktyki uzależnień – Aleksandrem Szedlerem, który pracuje w jednej z poznańskich poradni psychologiczno-pedagogicznych.
Czy widzi pan tendencję wzrostową, jeśli chodzi o problem alkoholizmu w Polsce? Jeśli tak, czym według pana jest ona spowodowana?
– Nie wiemy, ile dokładnie jest osób uzależnionych od alkoholu, szacunki mówią o przedziale między 700 a 900 tysięcy osób. Ze statystyk sprzedaży wiadomo natomiast, że spożycie alkoholu w ostatnich latach powoli wzrasta. Można zatem z dużym prawdopodobieństwem założyć, że problem alkoholizmu nie maleje. Przyczyn takiego stanu rzeczy może być wiele. Nadal istniejące ubóstwo, migracje zarówno do kraju, jak i wewnątrz niego — z miasta do miasta lub z mniejszych ośrodków do miast, które pozbawiają ludzi często naturalnej siatki społecznej, stanowiącej wsparcie. Epidemia samotności, permanentny stres, wywołany choćby natłokiem obowiązków, szybkością życia, stawianiem na pierwszym miejscu produktywności i wartości materialnej, niedofinansowanie opieki psychologicznej i psychiatrycznej. Oczywiście poza powodami istniejącymi zawsze, takimi jak predyspozycje genetyczne, wysoką skłonnością do ryzyka, itp.
Co sądzi pan na temat skali dostępności alkoholu w Polsce (na przykład na stacjach benzynowych)? Czy ma to wpływ na nasilenie problemu alkoholizmu?
– Myślę, że obecnie alkohol jest zbyt łatwo dostępny, biorąc pod uwagę, jak silnie psychoaktywny jest to środek. Jest on na ten moment na tyle silnie zakorzeniony w naszej kulturze, że nie da się go zakazać. Jednak jego obecność na stacjach benzynowych (przy jednoczesnym przestrzeganiu przed jazdą pod wpływem alkoholu w wielu kampaniach społecznych), często spotykane reklamy alkoholu czy pojawiające się ostatnio regularnie promocje na piwo typu 12+12, to moim zdaniem zbyt dużo. Służy to tylko i wyłącznie zyskom producentów napojów alkoholowych. Oczywiście dostępność alkoholu w jakimś stopniu wpływa na liczbę osób uzależnionych od alkoholu, nie jest to jednak decydujący czynnik. Wpływa na pewno ona na spożycie, co przekłada się na skutki dla społeczeństwa. W Krakowie zakaz sprzedaży alkoholu od 24 do 05:30 spowodował zmniejszenie liczby interwencji policji o 48,5%, straży miejskiej o 31%, a liczba wykroczeń zmniejszyła się o 48%.
Czy widzi Pan jakieś rozwiązanie, które wpłynęłoby na „pijące społeczeństwo”? Jaka powinna być tutaj polityka polskiego rządu?
– Myślę, że obecny system społeczno-gospodarczy nieuchronnie prowadzi do tego, że uzależnieni od alkoholu (oraz innych środków psychoaktywnych) są i będą. Zmniejszyć skalę problemu mogłoby choćby ograniczenie sprzedaży alkoholu, dofinansowywanie profilaktyki uzależnień, opieki psychologicznej i psychiatrycznej, oświaty, wzmacnianie prawa pracy i egzekwowanie go, a także programy mające na celu zmniejszanie nierówności dochodowych.
Są różne motywy sięgania po alkohol. Należałoby się zastanowić czy przekonanie o pseudotradycji uzasadniającej picie nie stanowi już początku uzależnienia. Dostępność alkoholu w polskich sklepach również może mieć wpływ na liczbę alkoholików i alkoholiczek. Nie mówi się o tym dostatecznie często i głośno, tym samym problem nie jest dostrzegany przez polskie społeczeństwo. Tak jak w przypadku każdej innej choroby, widząc objawy alkoholizmu, warto jest sięgnąć po profesjonalną pomoc.
Nicole KRAKOWSKA