
„Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia…” – każdy z fanów „Ojca Chrzestnego” zna ten cytat. Film o sycylijskiej mafii zadziwia i przeraża jednocześnie. A co jeśli takie historie nie są tylko fikcją literacką, ale dzieją się tuż przed naszym nosem? Przyjrzyjmy się losom piątkowskiego gangu, który w latach 90. przewodniczył wszystkim poznańskim organizacjom spod ciemnej gwiazdy. Co stało się z lokalnymi gangsterami i czy nadal jest się czego obawiać?
Rozmowy z mieszkańcami nie przyniosły pożądanego efektu. Pośród mieszkających na Piątkowskim osiedlu Stefana Batorego, próżno szukać jednoznacznych informacji na temat organizacji przestępczych z tego rejonu. Z twarzy starszych wyczytać można było jedynie coś w rodzaju „wiem, ale nie powiem”. Wspomnienia wśród nich są szczątkowe, ale z całą pewnością stwierdzić można jedno: każdy o mafii wiedział i starał się trzymać od niej z daleka. –Mafia była. Pamiętam, że nie lubiono się między dzielnicami i strach było zostawić własne auto na parkingu – wspomina lokalny mieszkaniec, pan Artur. –Samochody faktycznie znikały. Robiono to dla okupu, wszystko koncentrowało się na pieniądzach. Na osiedlu Batorego było bardzo dużo ludzi uprzywilejowanych, milicjantów. W czasie stanu wojennego cały blok wychodził ubrany na niebiesko – dodają państwo Maria i Witold.
Inny z naszych rozmówców, pan Jan zauważa, że to właśnie z tych sfer wyrośli poznańscy gangsterzy. Wynikało to z poczucia bezkarności i z dostępu do broni, którą zaczęto wykorzystywać wbrew swojemu przeznaczeniu. –Zastraszano mieszkańców, kradziono samochody, aby następnie wyłudzić jak najwyższy okup. Handlowali także narkotykami, przez co zyskali określenie mafii piątkowskiej, jednej z kilku podobnych działających w Poznaniu. Był to okres przemian w Polsce. W większości działalnością kryminalną zajmowały się następne pokolenia po milicjantach, wojskowych, działaczach partyjnych, gdyż im było najłatwiej. Takie były czasy – opowiada mężczyzna. Pan Jan podaje nawet rejon, w którym najwięcej było słychać o zamieszanych w brudne interesy, przybliżając nawet blok i klatkę, w której mieszkali.

„Twardy” i „Makowiec”
Jest rok 1994, złote czasy dla gangu piątkowskiego. W osobliwym krajobrazie blokowisk z wielkiej płyty, w latach tuż po przemianie ustroju, w momencie idealnym dla rozwoju ciemnych interesów , wśród gęstych zabudowań osiedli spotyka się kilkunastoosobowa grupa „działaczy” obejmująca swoim zasięgiem nie tylko Poznań, ale także Szamotuły, czy Zieloną Górę. Przewodniczy im Damian Sz., pseudonim „Twardy”, który niedługo później zaginie w niewyjaśnionych okolicznościach, a o jego śmierci krążyć będzie wiele legend. Wedle jednej z nich, zastrzelono go i zmielono ciało, a następnie zakopano w ogrodzie niejakiego Zbyszka B., pseudonim. „Makowiec”, gangstera z konkurencyjnej ekipy z centrum miasta. Zlecono nawet policji rozkopanie basenu znajdującego się na posesji przestępcy, ale zwłok nie odnaleziono. Postać „Makowca” i jego niechlubna kartoteka sprawiają, że bywa on nazywany prawdziwą legendą poznańskiej mafii. Jego pseudonim wziął się od ulicy, na której mieszkał – ul. Maków Polnych. Zaczynał jako cinkciarz, aby wkrótce zająć się przemytem, wyłudzeniami i kradzieżą samochodów, a ostatecznie stał się szefem „szajki z Centrum”, pozostającej w ciągłym konflikcie z gangiem z Piątkowa. Największy rozgłos zyskał po słynnej akcji, która trafiła na pierwsze strony gazet i wstrząsnęła całym Poznaniem.
Co się wydarzyło w Cafe Głos?
18 grudnia 1995 roku około godziny 12 w nieistniejącej już kawiarni Cafe Głos na ulicy 27 grudnia pojawia się uzbrojony człowiek działający na zlecenie „Makowca”. Zamachowiec przybywa z zamiarem zastrzelenia Jarosława Ś, pseudonim „Święty”.. Motywem jest zemsta i wyrównanie prywatnych porachunków. Operacja jednak nie przebieg według planu. Mężczyzna namierza swój cel i podchodzi do niego, udając, że rozmawia przez telefon. Następnie wyciąga z kieszeni pistolet, przykłada mu do głowy, i wypowiedziawszy słowa „dopadłem cię”, oddaje cztery strzały. Popełnia jednak błąd, gdyż zastrzelonym wcale nie jest Jarosław Ś., a znajdujący się tam przypadkowo inny człowiek.
Przyczyn nieudanego zamachu szukać należy wcześniej. 13 października tego samego roku nastoletni syn „Makowca” został uprowadzony i wywieziony poza Poznań w bagażniku fiata 125p przez zamaskowanych sprawców, wśród których był właśnie „Święty”. To właśnie ta sytuacja wprawiła w gniew szefa gangu, czego efektem był plan morderstwa w centrum miasta w ramach odwetu. Cała ta trwająca latami afera była pokłosiem brutalnych utarczek między poznańskimi gangsterami, którzy, lekko mówiąc, ewidentnie nie przepadali za tym, gdy ktoś wchodzi im w drogę.
Akcja w Cafe Głos to tylko jedno z przeraźliwych wydarzeń tamtych lat. Przestępcy szantażowali i grozili śmiercią. Mówiono także o porywaniu tych, którzy nie chcieli płacić nałożonego przez gangsterów haraczu za skradzione auta. Przez wiele lat działający w brudnych interesach uciekali przed policją i unikali sprawiedliwości. Istnienie poznańskich gangów można jednak uznać już za przeszłość. Zbyszko B. ma dziś 73 lata i od dekad siedzi w więzieniu, podobnie jak jego synowie i żona, a także większość zamieszanych w afery lat 90. „Wymuszenia? Rozboje? To już historia. Dzisiaj liczą się szybkie i duże pieniądze” – powiedziała Hanna Grzeszczyk z poznańskiej prokuratury apelacyjnej dla „Gazety Wyborczej”. Wynika z tego, że nie musimy obawiać się już przestępczego półświatka za naszymi oknami. Nastały czasy, gdy tekst o „propozycji nie do odrzucenia” usłyszeć możemy już nie na ulicy, ale na całe szczęście – jedynie w filmie.
Kacper LAWIŃSKI